Najtrudniej zawsze o pierwszą linijkę tekstu. No bo jak zagaić czytającego? Po co właściwie klepie się te kilka tysięcy znaków? Jakoś trzeba przecież usprawiedliwić się przed tym, komu chce się godzinę lub dwie ukraść z życia i wyjaśnić w jakim celu podjęło się trud napisania czegoś, co ktoś inny miałby przeczytać.
Tak się złożyło, że od pewnego czasu jestem skipperem. Skipperem, czyli kapitanem niewielkiego jachtu lub jak to ktoś określił "przedszkolanką dla dorosłych". O tym jak do tego doszło - innym razem. Pływam po Bałtyku z dość przypadkowymi ludźmi, którzy najczęściej trafiają na morze pierwszy raz i jest to dla nich, tak jak i dla mnie było, wielkie przeżycie. Dla nich zatem ten pierwszy, a potem i kolejne wpisy.
Może wyjaśni parę rzeczy przed wyjściem na morze.
Jacht na morzu się trzęsie i buja nim, to oczywiste. Oczywiste wydaje się również, że po to by funkcjonować w takim środowisku i po pierwsze wrócić, a po drugie wrócić ze niezmienioną kompozycją układu kostnego, należy się asekurować. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. O ile na pokładzie asekuruje się "wąsami" (taka specjalna uprząż, którą należy wpiąć w stały element jachtu), o tyle wewnątrz łódki jest z tym już nieco inaczej.
Najważniejsze to nie walczyć na siłę z żywiołem. Najlepiej postarać się wyczuć dominujący ruch jachtu i starać się wykorzystać go do własnych celów. Jacht, na żaglach i na fali porusza się zadziwiająco regularnie.
![]() |
| Wąsy - do asekuracji na zewnątrz i wewnątrz |
Jeśli idziemy w dużym przechyle, to niekoniecznie musimy uparcie stać na kolanach w przeproście jak na szczudłach, bo przy pierwszej, nawet umiarkowanej, fali polecimy przez całą szerokość jachtu. Czasem łatwiej gdzieś zjechać na skarpetkach, ramieniem odbić się od ściany i wyhamować na handrelingu nad zlewem niż uparcie podążać jakąś z góry wytyczoną trajektorią. Zamiast złazić zejściówką, która łapie 40 stopni przechyłu - łatwiej opuścić się na ramionach trzymając się za krawędź nadbudówki i od razu usiąść przy stoliku nawigacyjnym. Czasem w jachtach są specjalne relingi w suficie, których można się złapać, korzystajmy z nich. Do gotowania, czy zmywania - można również ubrać uprząż i wpiąć się w stałe stanowisko asekuracyjne.
Do asekuracji wewnątrz jachtu, najsłabiej nadają się: klamki i rączki od armatury kuchenno - łazienkowej. Mają zadziwiającą tendencję do pozostawania w ręku członka załogi i trudno się je naprawia.
Wyjątkowo interesujący akwen. Są ludzie, którzy twierdzą, że to wielkie jezioro i pewnie mają trochę racji. Są tacy, którzy uważają, że to morze już arktyczne i pewnie też mają trochę racji. Nie będę cytował tego co pisze Wikipedia, czy podręczniki do geografii. Wiem na pewno, bo doświadczyłem na własnej skórze, że jest akwenem bardzo urozmaiconym. Archipelagi tysięcy wysepek na zachodzie i północy (Alandy i Archipelag Turku to ponoć 9700 wysp) i pustynne, nudne wybrzeża na południu i wschodzie. Pogoda, która w jednym tygodniu pozwala na pokonanie 450 mil w cztery i pół dnia, po trójkącie bo wiatr jak na zamówienie zmienia kierunek, a w innym zamyka na tydzień w porcie. Fala, która potrafi urosnąć do 4 metrów i mieć okres raptem kilku sekund. Wiatr, który rozwiewa się nawet do 12 w skali Beauforta. Ruch statków tak wielki, że można spędzić całą noc na łamigłówkach jak przejechać którąś z autostrad i kilka interesujących krajów, które można odwiedzić. Intensywne, arktyczne jezioro.
C jak CPA
![]() |
| Tango ze statkami |
Czyli closest point of approach lub po polsku najbliższy punkt zbliżenia. To taka ciekawa wartość, którą można wyczytać z plotime of closest point of approach nadającym temu spotkaniu wymiar czasowy i odpowiadającym na pytanie kiedy to spotkanie nastąpi. Na jachcie, którym rzuca fala i wiatr, prowadzonym ręką niedoświadczonego sternika, CPA jest zwykle bardzo niestabilne i lubi się wahać nawet o kilka mil. Wartości skaczą od np. 50 metrów do 2 Nm (mil morskich). Jeśli widzisz, ze CPA jest wyrażane w metrach, przy TCPA poniżej kwadransa, to już naprawdę najwyższa pora, żeby obudzić skippera. Jeśli Ty tego nie zrobisz to pewnie wkrótce zrobi to statek wywołując Was na radio, a wtedy bura od kapitana gotowa.
D jak darcie się / darcie ryja
Jedna z popularniejszych metod komunikacji werbalnej na jachcie, szczególnie w przypadkach silnego wiatru i łopoczących żagli, jak również czasem konieczności wydobycia ze stuporu cierpiącego na chorobę morską załoganta, który nie reaguje na polecenie wybrania jakiejś liny w kluczowym momencie manewru. Sam się zdziwiłem, gdy zostałem skipperem, że w ogóle potrafię wydobyć z siebie krzyk, bo wcześniej mi się to nie zdarzało. Wiem też, że łopocząca genua o powierzchni kawalerki w Warszawie potrafi narobić niezłego huku i napędzić stracha najbardziej nagrzanym na żeglowanie nowicjuszom. Wówczas niestety - trzeba krzyczeć. Nie bierzcie tego personalnie - skipperzy to zazwyczaj równi goście.
Najczęściej występujące pod postacią podmiotu w pytaniu: "Czy są jakieś dziewczyny na rejsie" i nieuchronnie następującą po nim odpowiedzią "nie". Zdarzają się, ale rzadko. Są dobrem bardzo pożądanym, bo niewiarygodnie łagodzą obyczaje męskiej części załogi. Jest grzeczniej, milej, czyściej, obiady jakby smaczniejsze (Panowie bardziej się starają),, kibel jakby czystszy, dyskusje bardziej elokwentne i taktowne. Normalnie Wersal. Drogie Panie - nie wahajcie się przyjeżdżać na rejsy.
E jak "etapówka"
Czyli rejs etapowy. Zmora skippera bałtyckiego. Nie można dowolnie zaplanować sobie trasy, bo gdzieś trzeba dotrzeć na sobotę i wymianę załogi. Zwykle więc od samego początku zasuwa się ile tylko pary w żaglach, żeby robić odległość jeśli warunki pozwalają i nie marnuje czasu po drodze, bo na Bałtyku nigdy nie wiadomo co pogoda za dwa dni przyniesie. Moją pierwszą w życiu etapówkę jako dowódca ukończyłem z drobnym siedmiodniowym opóźnieniem spowodowanym przez sztormy. Jak mówią w korpo: "there is always room for improvment".
Będzie coś na następny raz. Chodziły mi po głowie: Finlandia, jako kompletne bezludzie już we wrześniu, Farosund jako miejsce gdzie nie da si się kupić zaworu do butli z gazem i Flekkefjord, ale to już na Morzu Północnym. Kolejnym razem.
G jak godziny
Nigdy nie sądziłem, że można dostać alergii na słowo, ale jeśli jest takie na rejsach stażowych, które prowadzę to właśnie są to "godziny". Jest to temat numer jeden, numer dwa i numer trzy. Otóż jeśli to czytasz, to przypuszczalnie wiesz, że PZŻ wymaga od kandydatów na stopień Jachtowego Sternika Morskiego 200 godzin stażu w minimum dwóch rejsach. Uwierz, że każdy skipper na rejsie stażowym stara się, żeby tych godzin było jak najwięcej, ale nikt nie będzie narażał życia, zdrowia, a chociażby i dobrego samopoczucia załogi tylko po to, żeby ich natłuc jak najwięcej. Przesiedzenie doby w porcie z powodu sztormu i utrata 24 h z opinii porejsowej jest przypuszczam lepszą lekcją dobrej praktyki żeglarskiej niż pchanie się w tenże sztorm tylko po to, żeby móc przystąpić do egzaminu na JSM. Po jednym z ostatnich rejsów, gdzie owo słowo pojawiało się średnio dwa razy na jednostkę czasu przez nie wyrażane, ukułem porównanie "nagrzany jak załoga stażowa na godzinki".H jak Hel
Taki fajny port, który ma dla mnie i nie tylko dla mnie symbolikę sklepu na rogu znanej ulicy. Gdy się już jest w jego okolicach każdy port Zatoki znajduje się w zasięgu czterech godzin żeglugi (czyli rzutu beretem). Hel ma to do siebie, że przy fali z południa - południowego wschodu, robi się wewnątrz dość nieciekawie, więc lepiej go w takich warunkach unikać, podobnie jak w weekendy w sezonie letnim, bo spływa tam chyba całe Trójmiasto. Tradycyjne miejsce na niedzielne śniadanie, gdy wracam na zatokę z pięciodniowego stażowego pływania. Należy pamiętać, żeby zgłosić się na kanale numer 10.
I jak insomnia, czyli bezsenność
Permanentny stan skippera bałtyckiego (przynajmniej w moim przypadku). W pełni wyspać mogę się tylko w porcie, gdzie wiem, że łódka i załoga są o tyle o ile bezpieczne. Chyba, że wybrali się na rejs łódką Bols, albo spotkali kapitana Morgana, o którym powszechnie wiadomo, że mordę potrafi dać całkiem nieźle. Sen na jachcie to temat rzeka. Skipper śpi mało, załoga na początku nie śpi w ogóle, a podczas dłuższych przelotów popada w drugą skrajność i poza snem i wachtami nie robi już nic innego. Jako skipper doznałem po trzydziestu kilku latach życia całkowicie nowego stanu, budzony średnio 5 razy na noc i budzący się sam z siebie drugie pięć razy zacząłem na wpół spać, a na wpół nie. Jest to dziwne uczucie gdy rzeczywistość miesza się z nierzeczywistością i sen przeplata z jawą. Zupełnie jakby jedna półkula odpoczywała, a druga nadal pracowała i analizowała co się dzieje w otoczeniu jachtu. Mimo tego, nie wahaj się budzić skippera, gdy coś wzbudzi Twój niepokój - od tego w końcu jest na jednostce.
Pamiętaj też, że na jachcie będziesz spać w cyklu wachtowym, czyli np. sześć godzin odpoczynku i trzy godziny wachty. Może być też tak, że będziesz spać w jednej koi z kimś kogo nie znasz. Pół biedy gdy to młody żeglarczyk o powierzchowności Adonisa i ciele rzeźbionym przez mistrza Fidiasza lub żeglareczka o aparycji Afrodyty pachnąca fiołkami i różą, a ubierająca do snu zwiewne haleczki. Może się na przykład zdarzyć trafić na mnie i wtedy nie będzie już tak milusio.
Przygotuj się na to zabierając stopery do uszu, albo temu zaradź zabierając kogoś znajomego na rejs z kim możesz dzielić kabinę.
Wspomniany już wcześniej stopień żeglarski, który podobno przyznaje uprawnienia do prowadzenia jednostek do 18 metrów długości bez ograniczeń terytorialnych. Moim zdaniem osobnikom rozsądnym pokazuje czego nie umieją i pozwala być w miarę kompetentnym załogantem na rejsach prowadzonych przez kogoś bardziej doświadczonego. Miałem okazję manewrować 18 metrowym jachtem (30 ton), miałem okazję poprowadzić kilka rejsów i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że sensownej praktyki w żadnej z tych rzeczy w ciągu 200 godzin stażu nie da się nabyć. Daj sobie czas i popływaj z innymi, zobacz jakie mają zwyczaje, jakie robią błędy. Doszkól się i dopiero wtedy myśl o prowadzeniu rejsów morskich. Nie bądź na to nagrzany jak załoga na godzinki stażowe.
K jak Kibel
Zwany czasami, również na K kingstonem (aczkolwiek widziałem to słówko tylko w literaturze). Kibel jachtowy różni się tym od lądowego, że nie wolno doń wrzucać nic, co nie przeszło przez układ pokarmowy człowieka. Jak mawiał jeden dobry znajomy kapitanek: odpowiedź na pytanie, czy można wrzucić papier toaletowy do kibla brzmi: "tak". Pod warunkiem, że się ten papier najpierw zeżre.
Kibel jest również tym miejscem, gdzie mężczyźni na siłę starają się udowodnić swoją męskość i załatwiać w sposób w jaki są do tego przyzwyczajeni - czyli na stojąco. Na fali kończy się to zwykle żałośnie. Panowie - usiądźmy, nikt Was tam nie widzi, a do sprzątania tegoż przybytku zwykle chętnych brak. Kibel jest również poziomem trzecim zwalczania tzw. choroby morskiej. Więcej na ten temat w przyszłości.
L jak Liepaja
![]() |
| Spa w Hotelu Royal |
![]() |
| Chyba jedno z bardziej eklektycznych wnętrz w basenie Morza Bałtyckiego |
Liepaja, zwana z polska Lipawą, to port na zachodnim wybrzeżu Łotwy. Dawno temu jedyny port Rzeczpospolitej jaki został nam po Drugim Rozbiorze. Moje ulubione miejsce na całym Bałtyku. Porcik ma kapitalny postindustrialny klimat. Przystań położona jest przy dwóch hotelach ulokowanych w zaadaptowanych zabudowaniach fabrycznych, jest w nim fast food otwarty 24/7 z kuchnią eklektyczną łączącą w karcie smaki meksykańskie z tureckimi, fajna imprezownia otwarta non - stop co pozwala się napić piwa o siódmej rano, strzeżona przez typa wyglądającego jak z filmów o amerykańskich harleyowcach. Hotel Royal o wystroju takim, że jak się doń wejdzie to pierwsza godzina rozmowy schodzi na komentowaniu jego elementów. SPA ze wstępem za pięć euro. Dla autora tego wpisu jest to również sceneria pewnej wyjątkowo romantycznej historii.
Spoiler alert na następny raz. Odcinek będzie sponsorowany przez literki od Ł do Ż, a także kilka wcześniejszych, do których można dopasować więcej haseł.
Spodziewać się można: Morska choroba, Prowiant, Tęsknota, Usterki, Wiatr, VHF, Ratownicza pętla, Opinia z rejsu oraz Seks.




Podoba mi się! Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńdziekuje, bedzie wiecej
UsuńŚwietnie, fajny artykuł, ale nie zapomnij napisać też o atrakcjach, przecież na rejsach są też fantastyczne mega-grille i 'łosie' o poranku.
OdpowiedzUsuńFajny text, trafia w punkt.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Marek