czwartek, 1 listopada 2018

Żeglarskie FAQ

Po wyjątkowo ciężkiej londyńskiej nocy i następującym po niej jeszcze cięższym poranku przystępuję niniejszym do skatalogowania pytań, które zadają początkujący żeglarze morscy. Zacznę od hitu, który padł dziś z rana, z ust, czy bardziej spod palców mojej koleżanki.

Jak nazywa się morski odpowiednik przejażdżki?

Rejs.

Dokąd popłyniemy?

To pytanie, które pojawia się zawsze na początku rejsu. W przypadku rejsów etapowych występuje w odmianie: którędy popłyniemy.
Może się to wydawać dziwne, ale decyzję o tym dokąd się popłynie podejmuje się zwykle dnia w którym się wypływa, no może dzień wcześniej.
W warunkach bałtyckich, gdzie pogoda kapryśną jest planowanie trasy najlepiej zrobić mając najświeższą prognozę i to najlepiej porównać kilka niezależnych źródeł.
Dobór trasy zależy od trzech czynników: wiatru, wiatru i jeszcze raz wiatru. Należy pamiętać, że gdy np. aplikacja Windy pokazuje nam kierunek i siłę wiatru, to warto rzucić okiem na porywy, czy przypadkiem ambitna szóstka Beauforta nie jest już w porywach ósemką. Nie należy też planować trasy pod kątem mniejszym niż jakieś 70 stopni do linii symbolizujących kierunek. Teoretyczny bajdewind jakim wyobrażamy sobie, że powinniśmy popłynąć po prostu nie wyjdzie, bo ze względu na wiatr własny jachtu zmieni się po prostu w kąt martwy, albo bajdewind tak ostry, że nie dość że będzie ostra jazda w przechyle to jeszcze nędzna prędkość.

Czy na pewno dopłyniemy tam, gdzie zaplanowaliśmy?

Nie. W żeglarstwie nie ma nic pewnego i dlatego do dziennika jachtowego nie wpisuje się portu przeznaczenia. Przykłady tylko z dwóch miesięcy.
W pierwszym sierpniowym rejsie, prawie dopłynąłem do Ustki. W drugim, dopłynąłem na Łotwę, a potem pod Gotlandią zrealizowałem ponownie wariant ustecki i zjechałem bez zawijania do portu prosto na Hel. We wrześniowej etapówce zamiast zakończyć etap w Jastarni, byłem zmuszony zostać przez tydzień w Lipawie. Na ostatnim październikowym rejsie prawie dopłynąłem na Bornholm i ze względu na awarię musiałem zjechać do Ustki.
Przygoda, przygoda.

Co zabrać na rejs?

Dużo dobrego humoru i wyrozumiałości dla innych ludzi. To warunek niezbędny, żeby w ogóle myśleć o żeglowaniu po morzu. Gdy się przebywa z nieznanymi ludźmi przez tydzień na ograniczonej przestrzeni, gdzie trzeba załatwiać wszystkie potrzeby fizjologiczne niemalże na widoku innych - bez humoru ani rusz.
Ponadto: śpiwór (zależy od firmy), sztormiak, rękawiczki, czapkę, szalik, jak się ma miejsce w bagażu to kalosze, powerbank, ubrania. I to w zasadzie tyle z rzeczy niezbędnych, bo pozostałe przedmioty zwykle się na jachtach znajdzie.
Z ubrań najwygodniej wziąć ze sobą po prostu dres.
Nie należy ze sobą natomiast brać: hektolitrów alkoholu, aviomarinu (potwornie otępia), latarek - albo ich nie nadużywać w nocy, walizek na kółkach - bo nie ma ich gdzie trzymać, laptopa - bo to wakacje w końcu mają być, a poza tym laptopy bardzo źle znoszą latanie po wnętrzu jachtu.

Jak się przygotować do rejsu?

Nikt nie będzie wymagał cudów od niedoświadczonego załoganta, ale bardzo ułatwia życie skipperowi jak nawet niedoświadczony żeglarz rozumie pojęcia takie jak: dziób, rufa, prawa, lewa, cuma, cuma nabiegowa, półkluza, knaga
Warto nauczyć się wiązać trzy węzły: ratowniczy, knagę i wyblinkę.
A jak już załogant jest w stanie rozpoznać światła statków - to już w ogóle bomba.

Jakich programów używasz do żeglowania?

Zasadniczo wspomagam się trzema:

Navionics HD - kapitalne mapy i przy okazji GPS. Mam go na tablecie kupionym specjalnie na tą okazję i sprawuje się rewelacyjnie. Navionics ma opcję Sonic Charts, która pokazuje bardzo dokładne głębokości, a także dokładne opisy świecenia różnych pław i staw.

Windy - stacja pogodowa w komórce. Znane dość powszechnie, pokazuje wiatr i jego porywy oraz co bardzo ważne: falowanie. Zwykle jest dość dokładne w prognozowaniu pogody.

Bitzortung.en - to nie program a po prostu strona internetowa, gdzie w czasie rzeczywistym pokazywane są wyładowania elektromagnetyczne nałożone na mapę. Pozwala to na przewidywanie w którą stronę przemieszcza się burza, jak jest daleko i jak bardzo intensywna.

Czasem, gdy zdarza mi się płynąć jachtem bez AIS (automatycznej identyfikacji statków), korzystam z Marine Radar - można sobie pomóc i rzucić okiem jak coś w nocy płynie, jaką ma prędkość i kurs.

Czy będziemy mogli sobie popływać w sztormie, żeby zobaczyć jak to jest?

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Jak się tylko da, to w sztormie się NIE pływa. Jest to nieodpowiedzialne, niebezpieczne, niekomfortowe, obciążające dla sprzętu i ludzi.
Jeśli ktoś chce popływać w sztormie "z kimś bardziej doświadczonym" to mówię od razu, że Ci najbardziej doświadczeni planują podróż tak, żeby sztormować w barze, albo na przykład w SPA.
A jak jest? Ch...owo jest i tyle.

Która kabina jest najlepsza?

Ogólnie rzecz biorąc najspokojniej jest zwykle na rufie. Dziób jest bardziej hałaśliwy, szczególnie przy pływaniu w bajdewindzie, ale zazwyczaj trochę bardziej przestronny. Najmniej fajnie śpi się w mesie, bo wszyscy Ci w kółko będą łazić po sypialni.

Jak mam sobie radzić z chorobą morską?

Uwierzyć w to, że nie istnieje. A jak się jest człowiekiem małej wiary to najlepiej po prostu oddać Neptunowi co do niego należy i się czymś zająć np. sterowaniem. Wszystkie inne środki działają o ile się w nie wierzy.
Nie polecam aviomarinu - najedzenie się tym specyfikiem wycina spory kawałek życiorysu.



Do następnego!